niedziela, 21 maja 2017

Misiura Design

Spokój, harmonia, dobra intencja, radość... To wszystko znajdziecie w wyjątkowej ceramice Misiura Design. Nie są to bowiem tylko ładne przedmioty, to przede wszystkim talizmany, które budują dobry nastrój i sprawiają, że z pozoru prozaiczne czynności są po prostu przyjemniejsze i piękniejsze. Zapraszam Was dziś do przepełnionego miłością świata Misiury. Gwarantuję, że Wam się spodoba. 


Droga Agnieszki do ceramicznego biznesu wcale nie była prosta. Nasza bohaterka ma dyplom z filozofii, pracowała w korporacji oraz w wydawnictwie. Nic nie wskazywało na to, że zaprzyjaźni się z gliną. Los jednak chciał, że pewnego dnia Agnieszka trafiła na warsztaty ceramiczne. Oswajała się z nią, uczyła od niej cierpliwości i pokory. Musiała być bardzo sumienną uczennicą, bo dzięki swojej wytrwałości, Agnieszka stworzyła piękny ceramiczny świat, do którego i my możemy zawitać. 

fot. 13gram Fotografia

W ofercie Misiury znaleźć można mnóstwo wspaniałości. Od uroczych domków (to już chyba znak rozpoznawczy Misiury, a moim zdaniem mieszkają w nich elfy), przez miski i kubki, po talerze, podstawki czy magnesy. A to i tak nie wszystko! Misiurowa ceramika jest pełna kolorów i radości. Pełna słów, które mają moc. Miłość Agnieszki do domowego ogniska jest bardzo widoczna w jej pracach. I to jest piękne. Bowiem gdy dana rzecz trafia do nowego domu, wypełnia go swoją energią. To taka gliniana misja Misiury. Poprzez upiększenie codzienności dać ludziom uśmiech i dobre fluidy.

fot. z fanpage Misiura Design
fot. z fanpage Misiura Design



W pracy Misiury trafiają się też trudne chwile. Kiedy dialog z gliną nie jest łatwy, gdy coś pójdzie nie tak. Chyba każdy rękodzielnik miewa takie momenty... Ale finalnie Misiura zawsze dogada się ze swoją towarzyszką. Praca niezmiennie daje jej mnóstwo radości i spełnienia. I to widać w każdym przedmiocie, który wyjdzie z misiurowej pracowni.

fot. 13gram Fotografia

U mnie zamieszkały urocze domki, wraz ze swoimi magicznymi lokatorami. Często gdy na nie patrzę, fantazjuję o tym, co też te elfy tam wyprawiają. Lubię mieć domki w zasięgu wzroku gdy sama pochylam się nad swoją pracą. Jakoś tak mi wtedy przyjemniej... :)




Misiura realizuje także indywidualne zamówienia. Tak też trafił w moje ręce piękny kredkowy pojemnik, który był prezentem dla mojej przyjaciółki Kredki. Nie muszę chyba dodawać, że była zachwycona :)




Aktualnie rękodzieło przeżywa rozkwit i to jest naprawdę cudowne. Jednak często twórcy są po prostu wyrobnikami. Robią daną rzecz i już, jest ona tylko konkretnym towarem. U Misiury jest inaczej. Stworzyła piękny i magiczny świat, w którym wszystko jest spójne. Jej prace, jej osoba, słowa, którymi się dzieli. Ja jestem oczarowana tą krainą, Wy z pewnością też będziecie.


fot. z fanpage Misiura Design


Koniecznie zajrzyjcie do sklepu Misiury, znajdziecie tam mnóstwo piękności. Nie zapomnijcie też o facebooku i intagramie, gdzie możecie śledzić poczynania Agnieszki na bieżąco.



poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Duchowe życie zwierząt

Jako miłośniczka szeroko pojętej przyrody i natury, zawsze miałam w sercu dużo miejsca dla innych istot. Wiem, że zwierzęta są mądrzejsze i wrażliwsze niż wydaje się większości ludzi. Jednak książka Petera Wohllebena uświadomiła mi, że mimo wszystko w tej materii wiem wciąż niewiele. Wewnętrzne życie zwierząt jest naprawdę bardzo zbliżone do tego ludzkiego.  



Wyobrażacie sobie koguta, który okłamuje kury, lub kruki, które nawołują się po imieniu? A co powiecie na świnie, które asystują przy porodach, czy na wiewiórki, które adoptują swoich krewniaków? W książce można znaleźć mnóstwo opisów sytuacji z życia zwierząt, które wydają się w ogóle nie różnić od naszych losów. Niektóre zabawne, niektóre wzruszające. Ale co ważne, poparte naukowymi dowodami. Nie są to zatem tylko subiektywne obserwacje leśnika, miłośnika zwierząt. Wohlleben przywołuje wiele wyników badań i różnych eksperymentów. Przyznam, że niekiedy ciężko mi było przebrnąć przez te linijki, niestety niektóre badania były dość drastyczne. Jednak pomijając ten fakt, książkę czytałam z uśmiechem na ustach. Myśl, że zwierzęta kochają, współczują, są przenikliwe i bystre, jest bardzo przyjemna. Dla mnie zawsze były jak nasi mniejsi bracia, a po przeczytaniu tej książki, utwierdziłam się w tym przekonaniu jeszcze mocniej.





Myślę, że książka daje dużo do myślenia i być może w pewnych kręgach wzbudzi kontrowersje. Bo otwiera oczy na wiele aspektów z życia zwierząt, a zapewne sporej grupie ludzi wygodniej jest niekiedy nie wiedzieć o niektórych rzeczach, wówczas głos sumienia nie jest taki głośny... Jednak abstrahując od tej kwestii, z całego serca polecam tę lekturę, nie tylko miłośnikom zwierząt. To naprawdę fascynująca historia, która pokazuje, jak wiele łączy nas z ich światem. A może po prostu nam o tym przypomina, bo my przecież o tym wiemy...prawda?

Wspomnieć też trzeba o tym, jak książka jest wydana. Podobnie jak "Sekretne życie drzew", tę również zilustrowała Eliza Luty i zrobiła to naprawdę świetnie. Jej praca w połączeniu z twardą matową oprawą tworzy piękną całość. Jest to książka, którą po prostu chce się mieć. Pędźcie zatem do księgarni i dajcie się porwać tej niezwykłej historii. 





środa, 5 kwietnia 2017

Wędrująca z wilkami...

Wyobraźcie sobie maleńką wieś, a w niej starą, blisko 100-letnią chatę tuż pod lasem. Bez zasięgu, bez telewizora, bez współczesnych rozpraszaczy. Znaleźć tam natomiast można wszechogarniający spokój i stado "wilków". Takie miejsce istnieje, to Przystań Empatia we wsi Czatachowa.


To niezwykłe miejsce stworzyła Magda, której życie od zawsze było związane ze zwierzętami. Teraz dzieli je ze stadem psów wywodzących się z ras północnych. Są to zwierzęta po przejściach, okrutnie skrzywdzone przez ludzi... U Magdy znalazły upragnione bezpieczeństwo, na nowo nauczyły się żyć i ufać. Nie jest to łatwy proces, często trwa latami. Tak naprawdę ta misja nigdy się nie kończy. 

Ajra
Kira

Mokka

Shaq

Magda zajmuje się coachingiem i postanowiła połączyć to zajęcie z pracą ze zwierzętami. Ma dyplom z psychologii, ukończyła akredytowaną przez ICF Szkołę Coachów "The Art and Science of Coaching". Jest także jedną z dwóch osób w Polsce, które ukończyły kurs metody The Daring Way (z Wielką Odwagą) opracowany przez Brene Brown. I to właśnie w oparciu o tę metodę Magda stworzyła wyjątkowe warsztaty dla kobiet. Niezwykłe tym bardziej, że połączone z wędrówkami ze stadem "wilków". Dedykowane są osobom, które mają pewne wyzwania (nie lubię słowa 'problemy'), poszukują odpowiedzi, celu i drogi do siebie. Jest to warsztat dla ludzi, którzy chcą żyć autentycznie i całym sercem.  A wędrówka z "wilkiem" jest piękną metaforą powrotu do korzeni, do natury, do swoich instynktów. Stąd ta cudowna nazwa całego projektu. Bowiem idąc przez las z psem, który ma wygląd wilka, naprawdę można poczuć w sobie zew. 


Magda i Mokka

Miałam wielką przyjemność uczestniczyć w takich warsztatach. Cudowne było to, że spotkały się 4 różne kobiety. Każda inna, z innym wyzwaniem i celem. Jednak pomimo tej różnorodności stworzyły stado, ze sobą nawzajem i z watahą wilków. Bycie częścią tego stada było dla mnie jednym z najwspanialszych doświadczeń. Energia i siła przepływająca między nami była ogromnie oczyszczająca i wyzwalająca. Ten wspólny czas, oprócz odpowiedzi na pytania, z którymi przyjechałyśmy do Przystani, przypomniał każdej z nas o bardzo ważnej rzeczy. O tym, że w kobietach drzemie wielka moc. O tym, że kobieca jedność to ogromna siła. I w końcu o tym, że gdy kobiety się wspierają, mogą się dokonać niebywałe rzeczy. 





Aura tego miejsca jest wyjątkowa. Cisza, spokój i wiele nieopowiedzianych historii, które wydarzyły się w chacie w ciągu minionego stulecia. To bardzo działa na wyobraźnię. A zmysły koi błoga sielanka.




Znalazły się nawet stare książki z pięknymi ilustracjami
Żadna kuchenka nie zastąpi takiego skarbu

Był też czas na czułości...




To, co Magda robi dla osób, które przyjeżdżają do Przystani i dla psiaków, jest niesamowite. Dawno nie spotkałam osoby o tak szlachetnym sercu, tak ciepłej i dobrej. Droga wilcza mamo, dziękuję Ci za wszystko. Dziękuję także reszcie mojego stada - Ani, Małgosi i Oli. Cudownie było Was spotkać, kochane wilczyce. Ajra, Kira, Mokka Shaq - bez tych wspaniałych stworzeń, nic nie byłoby tak piękne. Odczuwam wielką wdzięczność za to, co przeżyłam podczas tych magicznych dni.

Więcej o tym i innych warsztatach możecie przeczytać tutaj:

wedrujacazwilkami.pl

magdalenakluszczyk.pl

Instagram

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Oddech...


Czasami jest tak, że pomimo wspaniałego życia jakie masz, przychodzi moment, że brakuje Ci tlenu. Wtedy jakaś siła pcha Cię, ciągnie za włosy, szarpie za ręce i każe Ci pobiec na czterech łapach złapać życiodajny oddech.

Ja mój oddech znalazłam podczas dwudniowej wędrówki po górach. Bez męża, bez dziecka, ale w towarzystwie serdecznej koleżanki. Kobiety mają niezwykłą moc. Zbyt często zapominamy, że możemy wymieniać się energią, która daje nowe pokłady siły.

Drogie Siostry, pamiętajcie o oddechu.

Gdy ja poszukiwałam swojego, Góry zdecydowanie mi sprzyjały.

Warto wstać skoro świt, żeby zobaczyć wschód słońca pośród zaśnieżonych choinek.


Na tę okoliczność miałam nawet specjalną czapkę ;) fot. Through the Nature

fot. Through the Nature








LINKI:

środa, 21 grudnia 2016

Miód podrożał


"Są miejsca, w których cisza tuli mocniej." To pierwsze słowa, które przeczytałam po otworzeniu książki na przypadkowej stronie. W połączeniu z sąsiadującym zdjęciem, sprawiły, że z oczu popłynęły mi łzy. Wiedziałam, że trzymam w rękach coś bardzo wyjątkowego...


Co takiego niezwykłego jest w tej książce? Wszystko...



Koncepcja, treść, idea, wykonanie, brak schematów. Marta Streng stworzyła coś bardzo nieoczywistego. 

Pisała od zawsze, skrzętnie przelewała na papier wszystkie myśli, które hulały jej po głowie, a mając 12 lat zaczęła prowadzić bloga. Przez ten długi czas swoim słowem i obrazem zjednała sobie mnóstwo osób, które doceniają jej twórczość. Idąc za głosem serca i ludzi będących jej życzliwymi, postanowiła wydać książkę. Co wcale nie było prostą decyzją. Nie jest bowiem łatwo podzielić się ze światem swoimi najbardziej intymnymi przeżyciami, nie jest rzeczą lekką oddać ludziom pod ocenę 8 lat życia.  Miód nie jest jednak typową autobiografią, jest raczej zbiorem tego, co dla Marty ważne i cenne. To kawałek jej dziejów, umysłu i serca. Zdjęcia, którymi są opatrzone teksty, są bardzo osobiste i niejednoznaczne. Widzimy bowiem wyjątkową historię, ale im dłużej patrzy się na dane zdjęcie, tym więcej dostrzega się w nim wymiarów i ukrytych znaczeń. A w połączeniu ze słowami obok, naprawdę potrafią poruszyć. Sądzę, że każdy może widzieć Miód na swój sposób, przeżywać go po swojemu. I to jest właśnie fantastyczne, ta nieoczywistość przekazu. Na mnie książka zrobiła ogromne wrażenie, szarpała struny emocji, otulała rosą oczy. Być może dlatego, że znalazłam w niej kawałek siebie. Jedno jest pewne. Miód podrożał jest czymś, obok czego nie sposób przejść obojętnie. 






I to nie tylko z powodu treści. Całkowity dochód ze sprzedaży Marta przekazuje na pomoc swojemu dzielnemu bratankowi Brunowi. Chłopiec urodził się między innymi z rozszczepem kręgosłupa na odcinku lędźwiowo-krzyżowym, jednak są wielkie szanse na zapewnienie mu normalnego, szczęśliwego życia. Serce rośnie na myśl o strumieniach pomocy i życzliwości płynących do tego malca. Bo musicie wiedzieć, że cały nakłąd wyprzedał się w mgnieniu oka. Marta postanowiła więc dodrukować nieco egzemplarzy, jednak w sprzedaży internetowej będą dostępne tylko do 6 stycznia 2017. Jeśli chcecie mieć swój Miód i pomóc przy tym małemu wojownikowi, to zgłaszajcie się do Marty czym prędzej. 

A o co chodzi z tym miodem...?

Wielu z Was zastanawia się pewnie, dlaczego Miód jest Miodem ;) 
Stwierdzenie miód podrożał przewijało się bardzo często podczas rozmów Marty z siostrą. I jak sama przyznaje, znalazła w nim piękną alegorię słodyczy uczuć i emocji, które są coraz trudniejsze do zdobycia. Było to w czasie przełomowych zmian w życiu Marty, dlatego nie mogła zabraknąć miodu na stronie tytułowej. 


Nie pozostaje mi nic innego, jak złożyć ukłon w stronę autorki. Dziękuję za dostarczenie tylu emocji.


"Jest taki rodzaj szczęścia, który nie przemija. Który po latach tylko umacnia głębsze odczuwanie i silniejsze odbieranie bodźców. Czujesz go, kiedy łapiąc za rękę tę jedną jedyną osobę, wiesz, że już tylko z nią chcesz spełniać swoje marzenia. wtedy wszystko inne traci znaczenie."



LINKI:

środa, 7 grudnia 2016

Projekt Rośliny

W życiu nie ma przypadków, prawda? ;) Ja mocno w to wierzę. Potwierdzeniem tej teorii jest historia Oli i Weroniki, które poznały się "przypadkiem" na koncercie w Gdańsku, choć obie są z Wrocławia. To było 4 lata temu. Dziś łączy je piękna przyjaźń i miłość do roślin, dzięki której powstał niezwykły projekt. Rośliny- czyli tandem ludzi i tego co wyrasta z ziemi. 


Dziewczyny poznałam podczas V edycji targów designu KONTURY. Dobra aura, którą wytwarzały, sprawiała, że chciało się do nich podejść, porozmawiać, dowiedzieć się czegoś więcej o tym, co robią. Ola i Weronika są bardzo pogodne i pełne entuzjazmu, ale przede wszystkim są spontaniczne. I to właśnie dzięki tej spontaniczności narodził się projekt Rośliny, w zasadzie z dnia na dzień. Na pomysł wpadły w lipcu, podczas jednego z wielu spacerów po wrocławskim Ogrodzie Botanicznym, a już z początkiem sierpnia zadebiutowały na evencie FLOH MARKT w klubie UFF.

Fot. Agata Piątkowska


Rośliny od zawsze były w jakimś stopniu częścią ich życia. Ola wręcz ubóstwia kaktusy, a Weronika wychowała się w "zielonym domu", mama prowadzi pracownię architektury krajobrazu, a tata firmę, która zajmuje się sprzedażą trawy w rolce. Weronika pozostała więc w zielonej branży, tylko od nieco innej strony. To właśnie rodzicie Weroniki oraz jej siostra Wiktoria, wdrożyli je w temat, poświęcając im przy tym dużo czasu i dzieląc się wiedzą. Oprócz tego, Wiktoria tworzy makramy, które są wykorzystywane w roślinnych kompozycjach. Na początku nieocenione okazały się też różne książki związane z tematem. Jak mówią dziewczyny, pozycje o kaktusach i sukulentach z lat 80-tych, to ich biblia. 





Zarówno rodzina jak i przyjaciele okazali się być dużym wsparciem, to właśnie znajomi byli pierwszymi klientami Roślin. A potem wszystko potoczyło się już samo. Dziewczyny zaczęły bywać na różnych eventach, pojawiały się w wielu lokalach, np. Cocofli, Cafe Rozrusznik czy Kontakt. Na swoim koncie mają już też aranżacje różnych miejsc, np. biura Mobile Vikings, czy nowo powstałej kawiarni PoliOli. 



Rośliny sadzą w doniczkach polskich marek, GrowRaw i AOOMI. Cenią rękodzieło i unikatowość, dlatego poszły w tym kierunku. Ich kompozycje powstają w domu rodzinnym Weroniki, gdzie pokój po siostrze zaaranżowały na pracownię. To magiczne miejsce, gdzie wszędzie stoją doniczki i rośliny, ziemia i żwirek są porozsypywane, a sam proces twórczy odbywa się przy taktach ulubionej muzyki i przy lampce wina. Pozorny chaos jest tak naprawdę niezbędnym elementem całości. A do roślin wracając, to cóż.... Żeby zdobyć te najpiękniejsze, dostawców odwiedzają BARDZO wcześnie. Ola niekiedy śpi już o 20:30, po to, aby o 4 nad ranem być wypoczętą i gotową do działania ;)



Na ten moment działanie w Roślinach nie jest jedynym zajęciem dziewczyn. Oprócz tego, że studiują, pracują. Ale dążą do tego, by to właśnie Rośliny stały się ich pełnoetatowym zajęciem. I trzeba przyznać, że są na dobrej drodze. Stale pojawiają się nowe pomysły i propozycje. W kalendarzu mają już wpisane aranżacje kolejnych lokali, będą też zajmować się stołami weselnymi oraz uszczęśliwiać gości weselnych dzięki pomysłowi "sukulenty na prezenty". Ponadto w planach mają współpracę z kolejnymi polskimi markami. Rozwój Roślin jest naprawdę imponujący. Dziewczyny wiedzą dokąd zmierzają i idą w tym kierunku bardzo żwawym krokiem. Niech potwierdzeniem tych słów będzie fakt, że od 10 grudnia Rośliny będą miały swój stacjonarny lokal. Będzie to concept store, gdzie wraz z nimi znajdzie się też studio Odra i marka Skądmasz. Będzie to na pewno wyjątkowa przestrzeń na mapie Wrocławia. W dniu otwarcia nie zabraknie warsztatów, dj-a, dobrego ciacha i wina. Nadodrze, bo tam będzie lokal, zyska naprawdę świetne miejsce. 


Moja roślinka :)

I gdy teraz piszę ten tekst, patrząc na roślinkę, której nazwy nie potrafię wypowiedzieć (oczywiście kupiona u dziewczyn), to uśmiecham się do siebie. To cudowne, że jest tylu młodych ludzi z pasją, którzy wiedzą czego chcą i mają odwagę o to zawalczyć. Rośliny są pięknym tego przykładem.

LINKI:

Rośliny na FB
Rośliny na Instagramie

Make My Wonderland