poniedziałek, 4 grudnia 2017

Bajkoszycie

Elfy, wróżki, magiczny las, gwiezdny pył... Eksplozja fantazji i najpiękniejszych baśniowych wizji. Z takiej mieszanki narodziło się Bajkoszycie, cudowne miejsce, które stworzyła równie cudowna istota - eteryczna Marta. Dziś zapraszam Was do magicznej krainy bajek. 


Bajkoszycie, w formie jaką widzimy, działa niewiele ponad rok. Choć Marta szyła lalki już dużo wcześniej, były one zupełnie inne. Jej twórczość dojrzewała, a bujna fantazja ciągle gnała do przodu, do miejsca, w którym Bajki zaczęły ożywać. Tę piękną nazwę wymyśliła Anita, którą zapewne pamiętacie doskonale z jej działań rękodzielniczych i fotograficznych (MerryMeetMe i AS photography), dziewczyny znają się jeszcze z czasów, kiedy obydwie prowadziły blogi modowe. Zawsze zdumiewa mnie, jak pokrewne dusze potrafią znaleźć do siebie drogę, nawet w wirtualnym świecie. 

Bajki są w całości szyte, nie znajdziecie w nich grama kleju. Suknie powstają z tkanin podarowanych przez przyjaciół lub z fragmentów ubrań, które często pochodzą z drugiej ręki. I to jest piękne. W czymś, co dla kogoś nie przedstawia już wartości, Marta dostrzega "to coś", następnie odprawia swoje czary, w wyniku czego powstaje zjawiskowa Bajka w wyjątkowej szacie. 

Marta realizuje również indywidualne zamówienia. Wystarczy, że opowiecie jej swoją bajkę, a ona w magiczny sposób powoła do życia tę właściwą Bajkę. Tak właśnie zrodziła się Królowa Lasu, moja Bajka. Uwielbiam aurę tajemniczości, która ją otacza, a towarzyszący jej baśniowy pierwiastek pięknie opowiada o tym, co mam w sercu. Koniecznie zajrzyjcie na bloga Marty, o TUTAJ - przeczytacie tu całą bajkę o Królowej Lasu i zobaczycie więcej cudownych zdjęć. 

Moja Królowa Lasu

Zapytana o dalsze plany śmieje się, że żadna z niej bizneswoman, że niczego nie planuje. Robi po prostu to, co kocha i co sprawia jej wielką radość. I to jest fantastyczne. Świat, który stworzyła, jest naprawdę wyjątkowy, wszystko jest w nim spójne i niezwykłe. Jej podejście do pracy, sposób bycia, jej radość życia i jej magiczne Bajki. To wszystko bardzo mocno do mnie przemawia, sama jestem bowiem wielką marzycielką i jak niektórzy mawiają, czasami sprawiam wrażenie, jakbym żyła w Narnii ;) Dlatego tak dobrze odnalazłam się w świecie Marty. Uwielbiam jej nowe pomysły, jej sposób patrzenia i przekazywania swojej wizji dalej. Zdjęcia, które robi Marta, są jak rodem zaczerpnięte ze stron starych baśni. No po prostu bajka!

Muszę też dodać, że w ostatnim czasie nasza wróżka zaczęła tworzyć także biżuterię.


fot. z fanpage Marty
fot. z fanpage Marty

Gdy szukałam prezentów dla swoich siostrzenic, oczywistym było dla mnie, że podaruję dziewczynkom Bajki. 4 letnia Nina była zachwycona, 8 letnia Bianka swoją odnajdzie pod choinką. A i sobie zrobiłam ostatnio kolejny bajkowy prezent. Gdy usłyszałam o zapomnianym jednorożcu, wiedziałam, że musi być mój...


Bajka Niny

Bajka Bianki

Mój zapomniany jednorożec


Jeśli i Wy szukacie pięknych i wyjątkowych lalek lub magicznej biżuterii, koniecznie odwiedźcie sklep Marty. I wcale nie trzeba być małą dziewczynką, aby sprawić sobie lalkę. Jestem tego idelanym przykładem :)

Cieszy mnie ogromnie, że gdzieś tam, niejako obok, są ludzie pełni pasji, którzy robią to, co kochają. A jeśli dodatkowo są to zwiewne i delikatne jak mgła wróżki, takie jak Marta, ta radość jest jeszcze większa. Kochani, szukajcie magii w swoim życiu, ona naprawdę istnieje :)

Wróżka Marta :)
fot. z fanpage Bajkoszycia


LINKI:


wtorek, 26 września 2017

Mountains are calling...


W połowie września postanowiliśmy uciec na troszkę i podładować baterie. Obraliśmy kierunek na słowackie Tatry i na Pieniny. Nic tak dobrze nie wpływa na człowieka, jak widok gór i kontakt z przyrodą. Przynajmniej w moim przypadku się to sprawdza. Zapraszam Was do obejrzenia zdjęć, które mam nadzieję, choć troszkę Was ukoją.

Będąc już prawie u celu, nie mogliśmy przejechać obojętnie obok tego, co ujrzeliśmy przez okno samochodu.








 Dla mnie najpiękniejszym punktem naszej wyprawy był dzień, w którym nasz dwulatek samodzielnie pokonał trasę do Chaty Plesnivec położonej na wysokości 1290 m.n.p.m.
Był to dla niego niemały wyczyn, tym bardziej, że ostatnimi czasy górskie szlaki wolał przemierzać w nosidle na plecach u taty ;)














Był też czas na przemyślenia i medytację u podnóża Łomnickiego Szczytu.



W naszym rozkładzie uwzględniliśmy również wyprawę w Pieniny. Byliśmy bardzo blisko granicy, więc szkoda było nie skorzystać. 







Muszę przyznać, że widok z Trzech Koron zapiera dech w piersiach, z oczu popłynęły mi łzy, byłam autentycznie zachwycona i poruszona.










Będąc już w tamtych okolicach wybraliśmy się też zobaczyć zamek w Niedzicy.





Z wyjazdu wróciliśmy może troszkę zmęczeni, ale mimo wszystko zrelaksowani i zregenerowani. Mnie osobiście nic tak dobrze nie wycisza jak góry. I cieszę się ogromnie, że już od najmłodszych lat nasz synek łapie wędrówkowego bakcyla.

Liczę, że choć troszkę się odprężyliście oglądajac te zdjęcia :)

sobota, 2 września 2017

Chata przy strumieniu

Pod koniec sierpnia, razem z moją ferajną, spędziliśmy kilka dni w uroczym miejscu. Chata przy strumieniu to stary dom (ponad 130 lat) otoczony lasem i szeptami wody, która płynie tuż obok. Zapraszam Was na małą wycieczkę do Świeradowa-Zdroju.


Dom jest bardzo klimatyczny, pomimo pewnych przeróbek, zachował wiele oryginalnych elementów. Gdy tylko przekroczy się próg, od razu można poczuć tę wyjątkową atmosferę, która charakteryzuje stare domy. Wnętrze mieści sporo wygodnych pokoi, które z pewnością spodobają się miłośnikom prostoty.


Zdjęcia z fanpage Chaty

Mimo, że w Chacie nie ma ogólnodostępnej kuchni, nie odczuwa się jej braku. Można zamówić obiad na dowóz z pobliskiej karczmy, a rano podawane jest smakowite śniadanie. Muszę przyznać, że jeszcze nigdy nie jadłam tak pysznej pasty jajecznej. 

Zdjęcie z fanpage Chaty

Wielkim atutem Chaty jest jej otoczenie. Drzewa, które sprawiają wrażenie, jakby chciały przytulić dom i ochronić go od świata. No i strumień... Płynie on sobie spokojnie i szepcze opowieści o starych dziejach. W takiej przestrzeni można się naprawdę zrelaksować. Ponadto przy Chacie znajduje się miejsce na grilla i ognisko. Nie muszę chyba dodawać, że podczas naszego pobytu rozpalaliśmy je każdego wieczora ;) Również najmłodsi znajdą dla siebie wiele zakątków, jak choćby forteca na drzewie :)









Chata leży tuż przy wejściu do lasu, a stamtąd już prościutka droga na szlak :) My wybraliśmy się do słynnej już Chatki Górzystów na legendarne naleśniki z jagodami. Wędrówka była niezwykle przyjemna, a dla części naszej ekipy niezwykle męcząca ;) 






Często jest tak, że atmosferę miejsca mocno determinują ludzie. W tym przypadku również sprawdza się ta teoria. Właściciele, pani Ewelina i pan Piotr, to bardzo sympatyczne osoby. Od gospodarza można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy, zarówno o historii Chaty jak i całej okolicy. 
W prowadzeniu domu pomagają Agnieszka i Marcin, mili i energiczni młodzi ludzie. To właśnie Aga przyrządza mistrzowską pastę jajeczną. Oprócz tego, że pracują w Chacie, tworzą swoją autorską biżuterię. Ich marka ULVEN powstała z miłości do zwierząt i skandynawskiej surowej formy.

fot. z fanpage ULVEN

Jeśli będziecie mieli w planach odwiedzić Izery, polecam Wam zatrzymać się w Chacie przy strumieniu. To naprawdę wyjątkowe miejsce, w którym można się zapomnieć. 


Make My Wonderland